Tajemniczy przedmiot z pola odkrył los fińskiego więźnia Stutthofu

Ślady wyryte na niewielkim metalowym przedmiocie ze skoszonego pola doprowadziły pomorskich poszukiwaczy do rodziny fińskiego marynarza Aarne Kovali. Odczytanie niemal zatartych znaków pozwoliło powiązać znalezisko z więźniem Stutthofu, który przeżył wojnę.

Imię, fińskie miasto i data ewakuacji

Przedmiot przypomina aluminiową rurkę. Ze względu na kształt poszukiwacze roboczo nazwali go świecznikiem, choć jego przeznaczenia nie udało się ostatecznie ustalić. W rozpoznaniu słabo widocznego, ręcznie wykonanego napisu pomogły fotografie makro wykonane przez nadkom. Przemysława Andrearczyka. Odczytano na nich imię i nazwisko Aarne Kovala oraz nazwę Oulu, miasta w Finlandii.

Dalsze poszukiwania prowadzili przedstawiciele Stowarzyszenia Poszukiwawczo-Historycznego Gulden i Pomorskiego Towarzystwa Prospekcji Historycznej In Terra. Ustalili, że Kovala opuścił Stutthof i przeżył wojnę. Miał 16 lat, gdy został internowany. Na przedmiocie widniała również data 25 stycznia 1945 roku, związana z początkiem ewakuacji więźniów i marszu śmierci.

Poszukiwacze dotarli do córki marynarza, Liise Kovali, która napisała książkę o wojennych przeżyciach ojca. Pomogła wyjaśnić kolejny fragment napisu: odnosił się on do elektrowni, w której pracował ojciec Aarne. Rodzina mieszkała przy niej w mieszkaniu służbowym, więc możliwe, że młody więzień utrwalił na metalu swój adres.

Wiadomość o znalezisku poruszyła bliskich Kovali. Dla poszukiwaczy stała się także potwierdzeniem obecności konkretnego człowieka w badanym miejscu.

Norweskie pamiątki z dawnego podobozu

Członkowie Gulden uczestniczyli również w badaniach terenu dawnego Germanenlager, podobozu powiązanego z kompleksem Stutthof. Do współpracy zaprosiło ich In Terra, które wcześniej ustaliło lokalizację na podstawie publikacji naukowych i uzyskało niezbędne zgody.

W 1943 roku w Germanenlager przebywało 271 norweskich policjantów. Podczas prac odnaleziono guziki z norweskim herbem, norweskie monety, rzeczy osobiste i konserwy. Znaleziska przekazano Muzeum Stutthof, gdzie mogą pomóc w dokumentowaniu dziejów tego miejsca.

Od map i dokumentów do pracy w terenie

Historia przedmiotu Aarne Kovali pokazuje, że samo znalezienie metalu jest początkiem ustaleń. Poszukiwacze korzystają z dawnych map, kronik, opracowań naukowych i innych źródeł, a sygnały detektora odnoszą do wiedzy o przeszłości badanego terenu. Potrzebna jest także praktyka w rozpoznawaniu, jakie przedmioty mogą kryć się pod ziemią.

Gulden dzieli się wiedzą o takich odkryciach podczas pikników historycznych. Członkowie stowarzyszenia przybliżają przeszłość Pomorza, w szczególności młodzieży i mieszkańcom gminy Kolbudy.

Osoby planujące poszukiwanie zabytków powinny pamiętać o formalnościach: przed rozpoczęciem prac potrzebna jest zgoda właściciela gruntu oraz pozwolenie właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Detektor pomaga także w śledztwach

Umiejętności terenowe wykorzystują również policjanci, między innymi podczas oględzin miejsc zdarzeń i prac Archiwum X, zajmującego się niewykrytymi przestępstwami. Wykrywacz metali pomaga odnajdywać drobne przedmioty, także w pobliżu miejsc ukrycia zwłok.

W sprawie zabójstwa sprzed około 30 lat, prowadzonej w okolicach Trójmiasta, dzięki detektorowi znaleziono między innymi obrączkę, guziki i nóż. Ponieważ mogły mieć związek z przestępstwem, zabezpieczono je do dalszych badań.

Z kolei w śledztwie dotyczącym zabójstwa gangstera w gdańskiej Oliwie nadkom. Andrearczyk i jego zespół przez trzy dni przeszukiwali brzegi oraz wodę w okolicy jeziora. Szukając narzędzia zbrodni i innych przedmiotów związanych ze sprawą, odnaleźli nóż, telefon i kolejne istotne rzeczy.

W takich działaniach odnalezienie przedmiotu to tylko część pracy. Niewłaściwe zabezpieczenie śladów może je zniszczyć, dlatego doświadczenie i sprzęt muszą iść w parze z ostrożnością.

Źródło: Wiadomości Policja Pomorska